poniedziałek, 29 grudnia 2014

Witam,


Po świętach. Po urodzinach. Przed sylwestrem. W starym roku.

Ostatnie dni były dosyć chaotyczne. Wiecie - to całe świąteczne szaleństwo i jeszcze do tego ekspresowa przeprowadzka. Czemu akurat taka? ponieważ w czasie ostatnich deszczowych dni w poprzednim mieszkaniu doszło do zalania. Nie było to miłe. Na szczęście już po wszystkim. Teraz już jestem w innym mieszkaniu, może nieco "starszym", ale jest ciepło, sucho i... uwaga - jest kuchnia!!

Co do samych świąt : spędziłam je trochę tu i tam. Właściwie przez całe trzy dni biegałam po osiedlu odwiedzając poszczególnych członków rodziny. W nocy z wigilii na pierwszy dzień świąt wylądowałam u obcych ludzi na imprezie z moją cioteczną siostrą i bratową. Było sympatycznie. Na drugi dzień tj. 25.12 posiedziałam trochę u siostry a potem poszłam do brata, gdzie było sporo śmiechu, tańców i zabawy. Do siebie wróciłam ok 2 w nocy, a tu co, bo siedzą oby ludzie. Znajomi mojej współlokatorki. Nie lubię tego towarzystwa, ale byłam już w takim stanie, że nie zwracałam na nich uwagi. Żeby było zabawniej - ok 5 rano całą ekipą wyszliśmy żeby iść do innego typka na 'melanż' -nie żeby coś, ale mam wrażenie, że ci ludzie znają inną definicje tego słowa... Wróciłam ok 7.30, a na 12 byłam na 'śniadaniu' u brata. Następnie udałam się do siostry z którą kulturalnie wypiłyśmy wino i powróciłam.
Nic w tym wszystkim nie byłoby nadzwyczajnego gdyby nie to, że jestem chora. Dziś nieco mi się polepszyło, ale ostatnie dwa dni i noce były okropne.

Co do sylwestra ; chyba będzie u mnie, chyba w rodzinnym gronie.

ap ropo czwartkowego szaleństwa o którym wspominałam w poprzedniej notce 
rzęsy metoda 1:1 
[ wybaczcie jakość zdjęcia i w ogóle mój wygląd, ale robione rano, na szybko i z telefonu ]

Szczęśliwego Nowego Roku!!! <3

Trzymajcie się! ;*
Do napisania w 2015! :D

sobota, 13 grudnia 2014

Mimo wszystko coś optymistycznego.

Witam,

Napisanie tej notki siedzi mi w głowie od jakiś dwóch dni. Niestety w wyniku różnych sytuacji nie mogłam działać według planu i realizuję go teraz. Na wasze szczęście! Zapewne nie chcielibyście przeczytać zdań jakie panowały w mojej głowie przez ostatnie dwa dni. Nie będę do tego wracała, ale przyznam, że to nie były optymistyczne i miłe zdania.

Jak już zauważyliście po tym "tanim" wstępie - obecny tydzień był dosyć chaotyczny, ale dałam radę. W sumie można uznać, że był także owocny. Jak już wspominałam kilkanaście razy, w różnych notkach - rozglądałam się za pracą. Informacja miesiąca : udało mi się znaleźć zatrudnienie. Po trzech dniach szkolenia uczucia mam nadal mieszane. Nie jest to na pewno praca moich marzeń ( o ile taka w ogóle istnieje), ale na początek "zawsze coś". Nie wiem czy jesteście ciekawi czy też nie, ale wspomnę, że będę pracowała w callcenter : projekt ING życie. Zaskoczeni? cóż, realia naszego kraju. Inni "pracodawcy" nie byli zainteresowani moim CV - niestety.
Jednak idąc tropem optymisty - będę miała doświadczenie, potem będzie lepiej.   To wszystko stoi pod wielkim znakiem zapytania!
[edytowane]Nie wiem co dalej, wyszło na to, że za bardzo się rozradowałam propozycją pracy i jednak nic z tego nie wyszło. Z resztą jednak bym nie chciała tam pracować. Koniec tematu.

Zmiany lokum stają się już u mnie "tradycją". Niestety obecne mieszkanie nie spełnia warunków i dlatego trzeba się "ewakuować". Nie wiem jeszcze dokładnie gdzie, jutro ma odbyć się spotkanie z jednym z ogłoszeniodawców( chyba jest takie słowo). Tutaj też liczę na pozytywne rezultaty.

Jutro ostatni dzień szkoły i mam przerwę do stycznia. Jakie to cudowne. Chyba, że jutro się potknę i będzie mniej cudownie. Trzymajcie kciuki mocno, aby wszystko się udało!

[edytowane] W szkole wpadło parę pozytywnych ocen. Jest dobrze.
W czwartek poszaleje, szczegóły w następnej notce!

Trzymajcie się  <3



piątek, 5 grudnia 2014

Ciężko lekko żyć.

Witam,

Nie chcę narzekać. Nie będę narzekać. Zamierzam pogodzić się z tym co jest, zaakceptować ten świat. Czasem bywa ciężej, trudniej, ale przecież wiele człowiek da radę przetrzymać.

Wspomnę (przy okazji niestety narzekania) tylko, że czasem denerwuje mnie moja obecna sytuacja, to mieszkanie, kran w łazience i inne, ale staram się dostrzegać jakieś plusy. W końcu należy się cieszyć z małych rzeczy.
Ostatnio często obserwuję ludzi i dochodzę do różnych wniosków. Sporo ludzi z mojego otoczenia jest próżnych. To najgorsze. Chcą więcej materialnych rzeczy, nie zwracają uwagi na całą resztę. Najważniejsza jest "otoczka". Nie ważne, że są klonami innych, ważne, że są tak "fajni" jak reszta. Osobiście uważam, że to głupie. Fakt, w tych czasach ludzie dążą do idealnego życia, ale często tracą przez to siebie. Szkoda, bo ze wspaniałych ludzi zmieniają się w bezwartościowych. Nic na to nie poradzę - ich życie, ich sprawa. Ja nie chcę być koleją kopią tysiąca innych ludzi, wolę być sobą. Taką zwyczajną i szarą. Nawet jeśli to oznacza drogę w przeciwnym kierunku.

Jeśli wszystko pójdzie dobrze z planem to nadejdą w moim życiu małe zmiany. To chyba będzie dobre.

Pozdrawiam! <3

piątek, 28 listopada 2014

*

Witam,

Jak ten czas szybko płynie! Mamy już prawie koniec listopada, a to oznacza, że w poniedziałek jest 1 grudnia, zima ( ta kalendarzowa) się zbliża. Wraz z zimą nadchodzą święta,jedzenie, prezenty ( wydatki!) oraz ten cały szajs z tym wszystkim związany. Jednak to dopiero przed nami.

Cofając się dwa tygodnie wstecz ( 15-16.11) - cóż, weekend się nie udał. Moja współlokatorka zrobiła mnie w balona, poszła sobie gdzieś z kimś i tyle z tego miałam. Potem jakoś minął cały "roboczy" tydzień i nadszedł kolejny weekend. Ten okazał się lepszy, bo wypalił wypad urodzinowy do Otwocka. Spotkanie "po latach" wypadło świetnie, dużo śmiechu jak zawsze. Zostałam na noc u K., bo nie miałam jak wrócić a nie widziało mi się wydawać kasy na taksówkę nocą z centrum( do centrum by mnie podrzucili). Niezawodna K. rano zrobiła śniadanie, pogadałyśmy i do 12stej oglądałyśmy Kevina, po tej godzinie miałam kolej do siebie. Także - te dwa dni zaliczam do udanych.
To nie był koniec miłych zdarzeń z tego tygodnia, bo we wtorek pojechałam odwiedzić koleżankę ze średniej, która ma pięciomiesięczną córkę. To też było bardzo miłe spotkanie! Dawno nie widziałam tak roześmianego dziecka. Za namową koleżanki zostałam na noc. Niestety na dziesiątą musiałam być u bratowej, bo siedziałam z moją chrześnicą i jej starszą siostrą. Wyszło tak, bo moja bratowa miała "pilną" sprawę, która się potem okazała wyjściem na manicure... Zostawię to bez komentarza, bo jak o tym pomyślę to nachodzi mnie złość.

Muszę się w końcu ogarnąć i wrócić do ćwiczeń. Może od nowego roku będę uczęszczała na siłownie lub fitness. Wszystko póki co jest w planach, zobaczymy co dalej.

Z innych spraw - chyba czas na kolejną przeprowadzkę. Dorosłe życie nie jest w ogóle łatwe, zdecydowanie nie polecam!

Żegnam, trzymajcie się! <3


sobota, 15 listopada 2014

a miało być tak pięknie...

Witam,


Jeszcze kilka godzin temu cieszyłam się na myśl o obecnym weekendzie. Naprawdę myślałam, że będą to fajne dni. Niestety nic z tego. Wychodzi na to, że to będzie standardowy szkolny weekend. Nie lubię tego. Mam tylko ogromną nadzieję, że za tydzień wszystko wypali. Chyba, że jutro(dziś?) wyjdę z M. na koncert, to byłby jakiś plus.

Chyba jestem zacofana. Wiele rzeczy dla mnie jest zupełnie obcych, nowych. Dotyczy to różnych dziedzin życia, a najbardziej nowinek technicznych. Pewnie, wiem co to iphone, mp4, netbook etc., ale często łapie się na tym, że ktoś o czymś mówi, a ja nie wiem o co chodzi. Kamera Gopro? do niedawna w ogóle o tym nie słyszałam mimo, że zdjęcia z niej robi tysiące ludzi... Serio, wszystko jakoś to mnie omija. Czasem warto się zainteresować różnymi takimi rzeczami, w końcu świat pędzi coraz bardziej naprzód. A ja jednak nadal z tyłu, nawet mam zwyczajny, klasyczny telefon samsung s5610! Taki ze mnie prosty, zwykły człowiek. Chyba jednak będę musiała "dogonic" ludzkośc, bo niebawem nie będę rozumiała innych...


Chyba czas na sen...





Trzymajcie się!<3


piątek, 7 listopada 2014

*

Witam,

Chyba już czas na nową notkę. Rzecz jasna nie wiem o czym ma ona być. Nie będzie to jakiś długi, denny wywód, bo jutro muszę zawitać o 7.40 w szkole i przez to należałoby położyć się nieco wcześniej spać.

Ostatnio nic się nie dzieje, dzień do dnia podobny. Moment euforii związany z usamodzielnieniem już minął, a za to pojawiła się irytacja. Wszystko wydaje się łatwe jak się o tym tylko mówi, w praktyce wygląda to trochę inaczej. Chwila, chwila... znowu będę smęcić jakie to życie jest złe?o nie! Nie mogę.
Mimo, że (jak wspomniałam już) nic fascynującego się nie dzieje ostatnio to staram się patrzeć na życie optymistycznie. Jest dosyć ładna pogoda jak na listopad ( dziś padało, ale co tam), gdzie nie gdzie widać jeszcze kolorowe liście. Cieszmy się z tego póki możemy!

Jak wszystko pójdzie zgodnie z planem to w przyszły weekend pojadę na urodziny do koleżanki ze szkoły średniej i będzie sympatycznie. Potrzebuję tego, naprawdę tego potrzebuję. Mimo ostatnich "wrażeń" nadal mam parcie na jakiś rodzaj rozrywki. Czytanie książek, gazet oraz komputer mi nie wystarczają. Czyli chyba jestem człowiekiem.



Trzymajcie się! <3

piątek, 31 października 2014

*

Witam,

Dziś witam się z wami siedząc u siebie. Dobra, może nie całkiem u siebie, ale tutaj jestem bardziej u siebie niż gdziekolwiek indziej. Jestem tutaj w sumie od czterech dni, nadal mam mieszane uczucia. Myślę, że jednak powoli się przyzwyczaję..do braku kuchni, zlewu, szafek, łóżka etc. Bywa, przetrwać trzeba. Nie wiem ile tutaj będę, wszystko się może zdarzyć.
Nie wspomnę o kosztach jakie poniosłam w związku z tym usamodzielnieniem. Hm, ale to chyba się nazywa samo życie.

Nie muszę chyba was uświadamiać co jest jutro? Tak, moi drodzy – Dzień Wszystkich Świętych. Jeden z najsmutniejszych dni roku.
Wiecie, za każdym razem jak myślę o tych wszystkich którzy odeszli nadal mam ich przed oczami i powtarzam sobie „mogli nadal tutaj być” ale życie jest jakie jest i nie da się nic zrobić. Wierzę, że tam gdzie są jest im dobrze.

Dziś wybrałam się na zakupy ( to już trzecie w tym tygodniu), jestem zadowolona. Przy okazji spędziłam czas z P. - od tygodnia moją dalszą sąsiadką oraz koleżanką ze szkoły średniej. W poniedziałek też jadę, muszę odwiedzić salon orange, umowa mi się skończyła. Może przy okazji kupię buty których dziś nie udało mi się kupić.

Trzymajcie się! <3





czwartek, 23 października 2014

Powrót

Witam,


Wróciłam. Nie dzisiaj co prawda a we wtorek, ale już jestem.
Wytrzymałam tam osiem dni, brawa dla mnie. Miałam wrócić wcześniej, ale sytuacja mi nie pozwoliła. Tęsknie za małym O., za M. także. Byłam na grobach, umyłam pomnik, zapaliłam znicze. Nie wiem czy pojadę tam 1.11, bo to różnie może być. Co do czasu spędzonego z M., co tu mówic? było miło, chociaż czasem strasznie mi się nudziło. Tak już mam, myślę, że to kwestia przyzwyczajenia do innego stylu życia. Oczywiście O. też nie dał się mi za długo nudzić, bo ciągle chciał się bawić, co było miłą odskocznią.

Wczoraj stał się c u d moi kochani! Kilka razy wspominałam, że razem z koleżanką ( ok, p r z y j a c i ó ł k ą (?!))  szukamy mieszkania na wynajem. Było kilka ogłoszeń, ale niestety nie wypaliły, bo albo ktoś inny był pierwszy albo wynajmujący unikał kontaktu i inne tego typu rzeczy. Wróćmy do wczoraj hm, albo do przedwczoraj. Ok, to przedwczoraj (to był zdaje się wtorek?) zadzwoniła do mnie moja koleżanka i powiedziała, że znalazła mieszkanie za 950 zł , że to okazja, że ładne i że idzie na spotkanie. Za bardzo to nie miałam nic w tej kwestii do powiedzenia, ale trzymałam kciuki żeby spotkanie wypaliło i aby mieszkanie było nasze.
Wczoraj ok 19 zadzwoniła do mnie i oznajmiła, że jeśli wpłacimy na już pieniądze to podpisuje umowę i dostajemy klucze. Wszystko musiało dziać się natychmiast, ponieważ na spotkanie przyszła też inna osoba zdecydowana na wynajem. Na nasze szczęście tamta nie miała potrzebnej kwoty pieniędzy i w taki o to sposób UDAŁO SIĘ i idziemy na "nasze".
Co do samego mieszkania -  jest to a'la kawalerka na poddaszu ( albo jak to ujęła właścicielka na strychu)w pięciopiętrowym bloku, o powierzchni ok 22m2. Malutkie, ale póki co wystarczy. Dodam, że ściany są koloru fioletowego i nie ma kuchni, co jest największym minusem. Trzeba będzie coś wymyślić. Lokalizacja mi odpowiada, blisko jest przystanek autobusowy, a na parterze znajduje się "pasaż" sklepów, a więc z zakupami nie będzie problemów.


Z innych rzeczy ; jestem szczęśliwa, bo zaczął się trzeci sezon "Arrow" <3 i dziesiąty Supernatural <3 Tyle szczęścia!


Kolejny powód do szczęścia : ostatnio zrobiłam sobie mały zakup, który planowałam od dawna.


TADAM!
Takie cudo.

Tak ogólnie to nie powinno mnie tu być, bo mam do napisania pracę na sobotę, a dopiero mam dziesięć linijek tekstu.


Trzymajcie się! <3

środa, 8 października 2014

Utrata

Witam,

Straciłam motywację. Do wszystkiego.
Najchętniej to zamieniłabym się w jakiś kokon i przespała kilka miesięcy. Chociaż można powiedzieć, że nic innego nie robię.
Wrócę do formy. Wrócę. Potrzebuję chwili czasu i wrócę.

Jeśli tym razem plany wypalą to w poniedziałek jadę do M. Oby znowu się nie okazało, że na drugi dzień muszę wracać. Może ten wyjazd jakoś mnie rozrusza. No nic, zobaczymy.

Trzymajcie się. <3

wtorek, 30 września 2014

*

Witam,


Nie wyjechałam do M., różnice stylu życia.

Dziś jest taki ponury dzień. Za oknem szaro, buro, nieprzyjemnie. Mimo to nie działa to na mnie jakoś źle. Taki klimat, taka pora.

W weekend miałam pierwszy zjazd szkolny. Moje uczucia są mieszane. W sobotę byłyśmy na targach kosmetycznych, w niedzielę były głównie wykłady. Trochę jestem przerażona zabiegami, bo nie wiem czy sobie poradzę, ale trzeba być dobrej myśli. Co do przedmiotów teoretycznych to póki co mogę się wypowiedzieć tylko o dwóch : działalność gospodarcza i usługowa w salonie kosmetycznym i podstawy anatomiczno - dermatologiczne w kosmetyce. Co do pierwszego z przedmiotów; cóż, poczułam się jakbym znowu trafiła do mojego technikum, dużo treści o podobnych tematach, nic specjalnego. Drugi przedmiot teoretyczny to praktycznie sama biologia. Czyli to co lubię. Jeszcze będą inne nowe przedmioty, mam nadzieję, że dam radę.

Po szkole w niedziele wyszłam na piwo z K., jej siostrą, jej bratem ciotecznym i kolegą brata. Poszliśmy do Dominium - nie zbyt przepadam za tą pizzerią, ale większość była za tym lokalem. Sympatyczni ludzi, spotkanie również. Zwłaszcza, że K. wcześniej poinformowała mnie, że tych dwóch panów prawdopodobnie są homoseksualną parą, która się ukrywa. Nie jest to potwierdzona wiadomość, ale patrząc na zachowanie ich można powiedzieć, że bardzo bliska prawdy. Oczywiście nie zmienia to faktu, że są bardzo miłymi, fajnymi i szalonymi ludźmi. Byc może niebawem wybierzemy się wszyscy na zabawę.


Z innych informacji to... muszę się ogarnąć, bo ostatnio dużo sobie odpuściłam. Planuje znowu dietę ryżową. Mam nadzieję, że dam radę.
Październik będzie lepszy!

 Wczoraj tak sobie przyszalałam na wieczór, Karmi o smaku Tiramisu - bezalkoholowe.



Trzymajcie się! <3

czwartek, 25 września 2014

Przyjaźń

Witam,

Ona bywa irytująca, męcząca, krytyczna, zrzędliwa, kapryśna... i ma jeszcze tysiąc innych wad. Ja też posiadam tysiąc różnych wad. Różnimy się jak dzień i noc. Te różnice w sumie są mało ważne, tak czy siak codziennie wymieniamy się wiadomościami. Jednego dnia wysyłamy sto wiadomości, drugiego tylko dwie. To nieistotne, zachowujemy wciąż kontakt. Mimo wszystko jedna dla drugiej jest jak tlen.
Właśnie dlatego w poniedziałek spakuję torbę, ogarnę się, sprawdzę tysiąc razy czy czegoś nie zapomniałam, pójdę na peron, wsiądę w pociąg którym dojadę do dworca PKS. Następnie poczekam na dany autobus, wsiądę w niego i ruszę w drogę.
Zrobię to, bo wiem, że ona mnie teraz potrzebuję. W tej chwili mój leń szepcze mi do ucha'nigdzie nie jedź', ale ja będę silniejsza. Zarezerwuję tydzień czasu aby z nimi tam być, obgadać tysiąc rzeczy, pouśmiechać się, ponarzekać na życie, pochodzić po sklepach...
Przyjaźń. Taka zwykła, prosta przyjaźń. Ja i M. Cieszę się, że mamy siebie. Mimo wszystko.



Ten wrzesień to jakaś porażka, następny miesiąc musi być lepszy!


Trzymajcie się Robaczki! <3

poniedziałek, 15 września 2014

Jesień. Potter. CPR.

Witam,

Można powiedzieć, że połowa września za nami! Jak dobrze, że póki co pogoda dopisuje i mamy piękną złotą jesień. W prawdzie kilka razy padało, ale dało się to przeżyć.
Nadal mam wolne, najprawdopodobniej zajęcia mam 27.09, a więc mam jeszcze moment aby się polenić. Potem znowu będę gotowa do zapełnienia mojej głowy nowymi informacjami.

Tak jak zapowiedziałam w poprzedniej notce - ponownie wpadłam w szał czytania Pottera. Trzy pierwsze części już za mną, kolejne cztery jeszcze przede mną. Nieważne jest to ile mam lat, że jestem dużo dojrzalsza niż kiedy pierwszy raz czytałam tą serię, że to już kolejny enty raz kiedy wracam do tych książek... dla mnie to jest ponadczasowe i wciąż chętnie się w nie zagłębiam. Filmy też oglądam, wiadomo, że są inne niż książka, ale i tak są świetnie.

Odchodząc od Pottera i jesieni...
Przyznam się szczerze, że przeraża mnie suma pieniędzy jaką muszę wydać w tym miesiącu, zwłaszcza, że mój fundusz się skurczył strasznie, a na napełnienie go muszę poczekać do października.

Niedawno dzwoniła do mnie siostra informując mnie, że w przyszły poniedziałek mam spotkanie z panią z CPR. Niby nic specjalnego, bo co roku w sumie to przechodzę, ale świadomość , że będę musiała się podnieść o 7 rano aby dotrzeć na to spotkanie całkowicie mnie zniechęca do niego. Cóż, jak mus to mus.

Trzymajcie się! <3

niedziela, 7 września 2014

Siedem grze... faktów.

Witam,

Piszę, ponieważ zostałam nominowana przez Ewelinę do zabawy która polega na podaniu 7 informacji o sobie. Długo się za to zabierałam, w sumie nadal nie jestem pewna tej notki. Bądź co bądź : zaczynamy!

1. Urodziłam się w pierwszy dzień Bożego Narodzenia (25 grudnia) kilkanaście minut po 9, taki tam prezent pod choinkę dla rodziny. Ciekawostką może być fakt, że moja waga wynosiła 1900 gram. Niestety długości nie zapisano, ale nie była to wysoka liczba biorąc pod uwagę, że na chwilę obecną mierzę ok 155-157 cm (nie mierzyłam się od gimnazjum ;o)!

2. Mam ogromną słabość do słodyczy! Niestety. Uwielbiam czekolady, ciasta, ciastka, batony i inne. Ostatnio nieco przystopowałam, ale jeszcze parę lat temu potrafiłam codziennie zjeść coś słodkiego. Nie raz zjadłam tabliczkę czekolady na raz albo paczkę ciastek. Teraz staram się ograniczyć, chociaż bywa trudno. Zdarzają się dni słabości. Niestety zajadanie się słodkościami zwykle kończy się wysypem pryszczy, co nie jest przyjemne.

3. Uwielbiam czytać. Praktycznie wszystko. Oczywiście książki są na pierwszym miejscu. Jak dorwę dobrą książkę to automatycznie ginę dla reszty świata. Niektóre książki mogę czytać po kilka razy. Może  to dla niektórych wydawać się śmieszne lub dziecinne, ale jedną z moich ulubionych serii jest ponadczasowy Harry Potter  <3 Czytałam go wielokrotnie i na tym nie koniec, jutro ruszam do biblioteki i zaczynam przygodę od nowa ( czyt. Kamień Filozoficzny wpadnie w moje ręce). Jeśli jestem już przy temacie czytania, lubię też poczytać dobre gazety, ciekawe artykuły jak i również mniej ambitne czasopisma typu Joy.

4. W pewnym momencie życia zaczęłam oglądać seriale ( zupełnie przypadkowo!) i w chwili obecnej chyba mogę się kwalifikować do "serialomaniaków". Najlepsze jest to, że pierwszym serialem w który się wciągnęłam była "Brzydula"- czyli przygody Uli Cieplak. Jednak nigdy nie obejrzałam jej od deski do deski. Nieco inną słabością, chociaż pokrewną do serialowej jest telenowelowa. Oglądanie przystojnego Williama Levego to sama przyjemność, Na chwilę obecną jestem na bieżąco z Supernatural i Arrow.

5. Boję się psów i kogutów. Nigdy nie zaatakował mnie pies,ale ten lęk mam od dziecka. Ciekawostką jest, że gdy miałam ok 2 lat to do łóżeczka wskoczył mi kot i mnie wystraszył, ale boję się psów.Z kogutem to jest inna historia. Mianowicie : babcia miała koguty na wsi, zwykle były wredne i atakowały. Kiedyś jeden wskoczył mi na głowę i dziobał mnie. To wspomnienie nie należy do tych dobrych.

6. Obecnie mieszkam w dużym mieście, ale pierwsze 10 lat swojego życia spędziłam na wsi. Potem w wyniku wyroku sądowego "przerzucono" mnie do miasta, czego nigdy nie żałowałam. Jako 6 latka gasząc świeczki pomyślałam życzenie"chce mieszkać w mieście" , powtarzałam to co roku przez 4 lata i stało się!Może nie w takich okolicznościach jakbym chciała, ale stało.

7. Jestem naiwną kretynką. Wierzę w ludzi, w ich słowa i obietnice. Przyjaźń jest dla mnie bardzo cenna. Niestety wiele razy przekonałam się, że ludzie ranią, odchodzą, zapominają i nie wracają. Wylałam hektolitry łez za osobami, które były w moim życiu a potem zniknęli.
Obiecywałam sobie setki razy, że będę mniej łatwowierna i zachowam dystans, zgadnijcie ile razy mi się to udało...

Koniec. Poczęstowałam Was kilkoma informacjami o sobie, starałam się wyróżnić te rzeczy których nie podawałam w notkach, nie wspominałam o nich nigdzie. Mam nadzieję, że dowiedzieliście się czegoś nowego o mnie.

Do zabawy nominuję : SherlyMartę (frazesy) , RezolutnąDarięMartę (eufories) :) Dobrej zabawy!


Pozdrawiam <3

czwartek, 28 sierpnia 2014

Ile cię trzeba dotknąć razy żeby się człowiek poparzył ?

Jestem zmęczona walką z urzędem, w tym kraju nikt nikomu nie chce pomóc. Zamiast podać rękę lepiej stworzyć tysiące problemów. Moja sytuacja nie zostanie rozpatrzona bo nie jestem samotną matką z dzieckiem mieszkającą pod mostem lub na śmietniku... Śmieszne, ale prawdziwe. Przecież dla ludzi siedzących w swoich biurach przeżycie za standardowe dochody zwykłego człowieka jest normalne. Cholerne urzędasy.

Chyba nie nadaje się do życia wśród takiego społeczeństwa, za wolno zapominam. Nie wolno wspominać, nie wolno rozpamiętywać, nie wolno tęsknic. Przecież to wszystko co było to takie nic.
Trzy tygodnie. Tyle potrzebowałam czasu aby stwierdzić, że poznałam naprawdę fantastycznych ludzi. Tydzień. Tyle czasu potrzebowałam aby przekonać się, że byłam głupia i naiwna. Kolejny raz zawiodłam się na ludziach. To takie... standardowe. Dlaczego jeszcze się do tego nie przyzwyczaiłam? Nic ani nikt nie jest na zawsze. Wszystko jest na chwilę.

Nie wiem co z moją edukacją, placówki szkolne zaczynają mnie strasznie irytować.


Czy tylko ja zamarzam w sierpniu?!

Nie, nie będę już marudzić. Przepraszam. Wezmę się za siebie, obiecuje. Dajcie mi jeszcze chwilę czasu.

Kilka fotek na osłodę.








Trzymajcie się ciepło! <3


czwartek, 21 sierpnia 2014

Italy, czyli wakacje 2014

Witam,

W końcu pisze po dłuższej nieobecności. Jak wielu wiadomo nieobecność ta była wywołana trzytygodniowym wyjazdem do Włoch.
Co mogę powiedzieć? Włochy = inne życie. Zupełnie. Wystarczy pobyć jeden dzień i od razu czuje się jakby to była jakaś inna równoległa rzeczywistość. Właśnie takie odniosłam wrażenie w ciągu tych tygodni, które tam spędziłam.

Piękno tego państwa jest zniewalające. Jestem wielką miłośniczką architektury starych miast, a więc tam byłam w raju. Cudowne uliczki, kawiarnie, budynki.... Wspaniale było tam chodzić i na to wszystko patrzeć.Co prawda wiele nie zwiedziłam i za dużo zdjęć budynków, ulic nie mam, ale zawsze coś się znajdzie.
Byłam w Baschi, Amelia, Perugia, Rzym, Orvieto, Terni <3 oraz jeszcze w dwóch miasteczkach których nazwy nie poznałam...
Również dwukrotnie byłam nad morzem oraz wybraliśmy się do Terni nad Cascata delle Marmore, czyli marmurowe wodospady. Piękne miejsce. Wspaniałe widoki, magiczne.
Wracając do morza - pogoda 30 + , czarny piasek dzięki któremu po wyjściu z wody wyglądało się jak błotny potwór, wielu ludzi ( w tym przystojnych facetów), dużo kolorów. Nie to samo co u nas.

Włoskie śniadania niekoniecznie przypadły mi do gustu, bo rogaliki croissanty, kawa czy pizza niekoniecznie są dla mnie wskazane. Obiady o godzinie 13 też dla mnie są zbyt wcześnie... Trzeba było się przystosować. Jedzenie różnorodne, chociaż była przewaga makronów z sosem pomidorowym oraz pizzy. Warzywa faszerowane mięsem też nie były złe. Chyba polubiłam cukinię, którą w domu miałam rzadko okazję spróbować.

Włoskie zabawy oraz tańce są dla mnie nadal czarną magią, piękna sprawa, ale nie należą do najłatwiejszych. Chociaż to pewnie dlatego, że moja koordynacja jest słaba. Mimo wszystko fajnie było popatrzeć i wypić drinka przy dobrej muzyce. Ap ropo muzyki - słuchanie boskiego Enrique Iglesiasa nigdy mi się nie znudzi <3

Oczywiście poznałam kilku wspaniałych ludzi, co ciekawe w tym mało rodowitych Włochów, a samych obcokrajowców. Nie ma to jak jechać do Włoch i najlepiej dogadać się z Rosjaninem. Namiastką Polski była moja koleżanka i jej rodzina, ale to właśnie obcokrajowcy byli dużo lepsi.
Języka włoskiego nie umiałam, jedynie co to posługiwałam się moim koślawym angielskim. Nie było tak źle, bo innym to nie przeszkadzało aż tak bardzo. Z resztą gesty i mimika nie raz wystarczyły, bo przecież słowa czasami są mało istotne.
Mimo, że te znajomości były tylko jednorazowe to wiem, że nigdy ich nie zapomnę.

A teraz mała fotorelacja, dodam kilka zdjęć tylko, bo mi się śpieszy... polskie sprawy, sami rozumiecie.

 w drodze do... chyba Perugii.
 plaża, czarny piach
 morze
 plaża
 ja(z lewej, brunetka) i Angela na plaży
 basen
Baschi

czwartek, 24 lipca 2014

Komu w drogę...

Witam,

Chciałabym się tylko pożegnać na trzy tygodnie. Raczej nie będę tutaj zaglądała, nie wiem czy będę miała dostęp do internetu. Jakiś tam na pewno będzie, ale wiecie mój czas będzie ograniczony.

Mam nadzieję, że będzie dobrze...

WŁOCHY NADCHODZĘ!!!

Napiszę po powrocie jak tylko znajdę czas!

Trzymajcie się!!! <3

niedziela, 13 lipca 2014

The world is ours

Witam,

W czwartek zadzwoniła do mnie moja K. i zaproponowała uczestnictwo w wieczorze panieńskim jej koleżanki. Zgodziłam się i umówiłyśmy się na sobotę. Przyznam, że wczoraj jednak straciłam entuzjazm i miałam się wycofać. Jednak po powrocie z pracy ( nieplanowane godziny w pracy! ) stwierdziłam, że warto się rozerwać. Cóż, z wieczoru nic w sumie nie wyszło, bo po prostu wylądowałyśmy przed 22 w "naszym" klubie. Dobrze, że wejście było darmowe...
Pobawiłyśmy się, popiłyśmy i ogólnie było sympatycznie. Było nas pięć, ja znałam tylko moją K., ale inne dziewczyny też były w porządku. Mimo, że były starsze ode mnie i same blondynki. Oczywiście na parkiecie panował chaos, a tańczący panowie jak zwykle chcieli zgrywać macho, co im słabo wychodziło. Tyle, że pośmiałam się, nawet kilka razy miałam takie ataki śmiechu, że nie mogłam się opanować.
Wyjście przed piątą z klubu nie wróży nic dobrego. Dobry nastrój się utrzymywał ( ach te pomocne procenty ), chociaż zmęczenie dopadło każdą komórkę mojego ciała. Ból głowy z którym się dziś obudziłam trzyma mnie nadal, co nie dziwne biorąc pod uwagę, że wstałam z dwie godziny temu.
Zbawienie przyniosła mi puszka coli ( której nie powinnam w ogóle dotykać)! Dobrze jednak taki dzień poczuć ten smak.
Nie wiem jak przetrwam ten dzień, ale jakoś muszę.

Z dietą ryżową dałam radę! Jestem z siebie dumna. Bywało ciężko, ale przeżyłam. Przy okazji straciłam 1,5kg, co pewnie zaraz nadrobię, mimo, że staram się jeść rozsądnie.
W tym tygodniu także będę chodziła do księgarni, w poprzednim tygodniu obyło się bez trupów, może i w tym tak będzie.
A potem, a potem... będzie (mam ogromną nadzieję!!!) p i ę k n i e!!!


Pozdrawiam, trzymajcie się robaczki! <3




niedziela, 6 lipca 2014

Carpe Diem.

Witam,

Piszę ten post w tą spokojną niedzielę, bo akurat tak mnie naszło. Czuję się jakaś taka spokojna, wolna, lekka. Chyba pogodziłam się z losem, z życiem, ze światem, chociaż nie z ludźmi. Jednak to mnie nie dziwi, bo z ludźmi ciężko jest żyć. Czasami myślę, że lepiej byłoby być na samotnej wyspie niż wśród ludzi.
Dobra, nie o tym chcę pisać. Nie dziś. Nie teraz.
Kiedyś często myślałam o tym co będzie dalej, a ostatnio żyję chwilą. Staram się nie przejmować wszystkim, dbać bardziej o siebie i o to co dla mnie ważne. Innym życia nie ułożę, a swojego nie będę przez innych psuć.

Ostatnio byłam na zakupach i jestem zadowolona.W końcu kupiłam kostium! Odeszło mi kilka rzeczy z listy "wyjazdu". Oczywiście jeszcze muszę załatwić ubezpieczenie, dokupić kosmetyki, kartę pamięci itd. ale to już przez te dwa tygodnie jakoś załatwię. O! Jeszcze zakupy dla znajomych...
Mój czas będzie nieco ograniczony, bo od jutra będę pracować przez dwa tygodnie. Mam nadzieję, że nikogo nie zabiję z klientów.

Postanowiłam zastosować trzydniową dietę ryżową. Dla oczyszczenia organizmu. Jutro pierwszy dzień. Jeśli dam radę ( a pewnie dam) i nie będę miała żadnych skutków ubocznych to pewnie będę do niej wracała.

Nie byłam wczoraj na egzaminie specjalisty, cóż, przynajmniej nie straciłam pieniędzy. W tym sekretariacie panował taki chaos, że nie dało się dowiedzieć ile wynosi koszt owego egzaminu ani do końca kiedy on się odbywa, że się zdenerwowałam i nie podeszłam. Co prawda informacja o terminie ukazałam się chyba w zeszłym tygodniu na stronie, ale ja już zrezygnowałam. Z resztą - nie zależało mi.

Denerwuje mnie ta pogoda, może w tygodniu uda mi się trochę poleżeć na słońcu, chciałabym.

Pozdrawiam!

środa, 25 czerwca 2014

*

Witam,

Tyle się dzieje, że nawet nie mam czasu tutaj zajrzeć i cokolwiek napisać. Dni szybko lecą, tydzień za tygodniem.

Tydzień temu,w środę odwiedziłam koleżankę ze szkoły średniej, fajne spotkanie się odbyło. Ucieszyłam się,że udało nam się w końcu spotkać. W końcu nie widziałyśmy się w sumie około dwóch lat.
W zeszłym tygodniu także od środy do piątku byłam na działce z rodziną. Zawsze to jakaś odmiana. Nawet trochę słońca było i się poopalałam. Szkoda trochę, że siostra sprzedaje tą działkę, takie wypady były zawsze jakąś atrakcją.

W sobotę wybrałam się w ramach imienin ze znajomymi na "Wianki Nad Wisłą". Było ciekawie. Świetna atmosfera, świetni ludzie! Już nie wspomnę o muzyce. Hey grające w tle oraz zespół Dżem na żywo!! <3 Jaka ja byłam szczęśliwa! Już drugi raz słuchałam na żywo Dżem. Uwielbiam ich! Na zakończenie odbył się cudowny pokaz fajerwerków któremu towarzyszyły(o zgrozo!!) przyśpiewki kibiców.
Niedzielę właściwie przeleżałam w łóżku, a co! Jak się wróciło o trzeciej do domu to można odpocząć. Właśnie tak sobie ten leniwy dzień usprawiedliwiłam.

Od początku tygodnia jestem w sumie dość zalatana. Sprawy urzędowe mnie dobijają. Już w poniedziałek o 8.30 byłam w drodze po dokumenty, które jak się okazało, muszę odebrać jutro! Kolejna podróż, jak ja to lubię! Mam jednak nadzieję, że w piątek uda mi się zakończyć cześć sprawy i na pewien czas będę miała spokój.

Przez to wszystko ostatni raz ćwiczyłam w zeszłą środę, mam wyrzuty sumienia, muszę to nadrobić.

Wyjazd do Włoch coraz bliżej! Zaczynam się lekko stresować, ale powtarzam sobie, że wszystko będzie dobrze. Jeszcze czekają mnie zakupy.
Tyle rzeczy mam do zrobienia jeszcze, a od siódmego lipca na dwa tygodnie idę do pracy. Nie wiem jak to wszystko ogarnę.


Kilka fotek :






Trzymajcie się!! <3

czwartek, 12 czerwca 2014

#

Witam,

Z powodu pięknych i zajmujących dni nie miałam głowy aby tutaj coś napisać ani żeby zajrzeć do Was na blogi. Przepraszam, spróbuję wszystko nadrobić.

Wracając do tych dni, wiele się wydarzyło. W poprzedni weekend miałam ostatni zjazd szkolny, nie było to tak miłe wydarzenie na jakie mogłoby się wydawać. Co prawda nie było całej grupy, ale najważniejsza jej część tak. Przez te kilka godzin obejrzeliśmy film i porozmawialiśmy. Zgodnie stwierdziliśmy ( wraz z prowadzącą nauczycielką), że tworzyliśmy bardzo udany zespół. Będę za nimi tęsknic, mimo że na początku byłam do nich dość sceptycznie nastawiona.

Teraz jak już się pewnie zorientowaliście mam wakacje. Rozpoczęłam je od wyjścia z koleżankami na miasto. Siedzenie o 3 nad ranem między blokami przy dobrym towarzystwie może być naprawdę fajnym przeżyciem. Przy okazji okoliczne sklepy i bar się dorobiły na nas.

W ogóle ostatnio częściej wychodzę i spotykam się z ludźmi. Odnowiłam, właściwie może lepiej będzie utrwaliłam znajomość z moją miastową M. z którą przeszłyśmy różne etapy naszej przyjaźni. Teraz wydaję się, że jest w porządku. W końcu, podobno mamy razem zamieszkać. Nawet nie wiecie jak ja się cieszę, że nadal ją mam.
Oczywiście to się tyczy również innych ludzi, którzy są w moim otoczeniu. Wspaniałych ludzi.
Dużo myślałam w ostatnich dniach o tych ludziach i naprawdę myślę, że mam ogromne szczęście, że ich poznałam.

Ćwiczę. Ćwiczę. Ćwiczę. Trudno mi dokładnie stwierdzić ile to już czasu, ale przyjmijmy, że intensywnie ćwiczę od kwietnia. Nie dużo, wiem, ale zawsze coś. Efekty jakieś są, widać je przy mierzeniu ( ap ropo jutro się mierze :)), po ubraniach oraz po komentarzach ludzi. Ogromną motywacją jest dla mnie to jak ktoś coś zauważy, nie mówiąc już o tym, że to strasznie miłe.
Więc walczę dalej.
Do domowych treningów doszła jazda na rolkach <3 oraz całkiem przypadkowe ( bo z powodu ostatnich upalnych dni) zmiany żywieniowe. Właściwie od jakiś dwóch tygodni jem owoce i warzywa, mięso przy obiedzie w weekend lub wędlinę (rzadko!) do kanapek.
Jest dobrze, serio, jest dobrze.

Pozdrawiam Was ze szczerym uśmiechem! <3


piątek, 30 maja 2014

*

Witam,

Co u Was słychać?

Oczywiście notka miała być napisana z dwie godziny temu, ale wyszło tak jak zawsze.
W ciągu ostatniego tygodnia trochę się wydarzyło, ale rzecz jasna nie będę opisywać wszystkiego szczegółowo. Wspomnę o kilku najistotniejszych wydarzeniach tylko.

Po pierwsze - komunia mojej bratanicy. Odbyła się w niedzielę (25 maj), akurat pogoda dopisywała, bo spokojnie można było się ugotować. Było miło, rodzinnie, sympatycznie. Standardowo obiad, deser, pamiątkowe fotki. Nie zostałam do końca, bo moja koleżanka wyciągnęła mnie na osiedle, także reszta dnia upłynęła miło.

Co do reszty tygodnia - w poniedziałek wyjechałam na wieś do M., a wróciłam dziś. Wyjątkowo szybko zleciało te kilka dni. Co mogę powiedzieć? pogoda była średnia, a więc z moich wielkich planów smażenia się na słońcu nic nie wyszło. Może innym razem. Ogółem miło spędziliśmy we trójkę ( liczę synka M.) ten czas. Nie obyło się bez małych zakupów, wyjścia na naszą pittę, fotek oraz "pożegnalnego" piwka. Mogłabym jeszcze napisać o kilku innych rzeczach, ale nie będę psuć pozytywnych tematów.

Niestety przez ten tydzień nie ćwiczyłam, co oczywiście nadrobię!

W ogóle to wstępnie zostałam zaproszona na wesele jako osoba towarzysząca, ale raczej nie pójdę. Po pierwsze osoba która mnie zapraszała była pod wpływem i nie wiem czy brać to na poważnie, a po drugie - mam iść na Jego wesele? nie wiem czy to dobry pomysł, może lepiej odpuścić.
Nie dociera to nadal do mnie. W dodatku to wszystko jest dziwne, niby nic nigdy nie było między nami poważnego, a wszyscy to pamiętają. Ciągle ktoś coś wspomina, gada... nawet moja przyjaciółka. Opcja " musisz wyglądać lepiej od ... (panna młoda)" spodobała mi się, ale po co się w to bawić? Chociaż chciałabym chyba żeby przez chwilę chociaż pożałował.. Ale z drugiej strony to bez sensu, dziś to bez sensu.
Nie wiem co z tego będzie, jeżeli mój "towarzysz" będzie nalegał to wybiorę się tam, jeżeli nie to odpuszczę.

Dlaczego zawsze gdy chcę napisać krótką notkę to wychodzi mi długa?

Trzymajcie się! <3


sobota, 17 maja 2014

#

Witam,

Dziś jest taka piękna sobota, że aż sobie ponarzekam. Mogę?
Wiem, nie powinnam, ale stwierdziłam, że w końcu jestem tylko człowiekiem. Przygotowani? No to działam.
Po pierwsze, zmarnowałam trzy czwarte dnia na sen, ponieważ w nocy oglądałam na YouTube filmiki związane z Dżemem, a konkretnie z R.Riedlem oraz koncerty RBD. Nie interesuje mnie fakt, że część, co ja mówię, ok 99,9 % z Was nie ma pojęcia o zespole RBD, ale ja  lubię ich słuchać i będę to robić,mimo swoich (niepełnych) 22 lat.

Po drugie, boląca, spuchnięta kostka i bolące ucho nie wróżą ogólnie przyjemnego dnia. Pewnie zapytacie co się stało, a więc już odpowiadam. Wczoraj, w wyniku wielkich chęci, jak codziennie załączyłam Ewę Chodkowską z jej wspaniałym Killerem i w trakcie ćwiczeń ( podskoków) niefartownie upadłam na lewą nogę. Następstwem tego był spory ból i jakże cudna opuchlizna. Także od wczoraj kuleje, nie wiem dokładnie co to jest, ale po przestudiowaniu kilku stron w internecie doszłam do wniosku, że prawdopodobnie to skręcenie I stopnia. W związku z tym muszę oszczędzać lewą nogę i wszelki wysiłek fizyczny na nogi odpada. Na szczęście jest masa ćwiczeń bez obciążania tych partii ciała, które zamierzam wykonywać w najbliższym czasie.
Co do ucha – sama nie wiem, od kilku dni mnie boli, może przewiało mnie? Nie wiem, ale żeby było zabawniej to chodzi o lewe ucho.

Ponarzekałam, może teraz coś na osłodę pozytywnego?
Hm, straciłam kilka cm ostatnio, co teraz pewnie nadrobię, ale i tak jestem zadowolona. Kolejnym pozytywnym faktem jest to, że za tydzień mam dwa egzaminy, które są końcowym etapem mojej nauki na ten rok. Chyba, że zawalę i będę miała poprawki, ale nie sądzę.

Jeszcze wspomnę o wyjeździe wakacyjnym i uciekam. Jak niektórym zapewne wiadomo w lipcu wyjeżdżam do Włoch na trzy ( jak się okazało jednak) tygodnie. Dwa dni temu zadzwoniłam do biura podróży aby potwierdzić jakiekolwiek informacje dotyczące podróży i co się okazało? Oczywiście nic nikt nie wie, a konkretne szczegóły będą wiadome dopiero dwa dni lub dzień przed wyjazdem. Czyli pozostaje czekanie oraz przygotowanie.

Trzymajcie się! <3


niedziela, 11 maja 2014

Jak żyć?

Witam,


Nie wiem, już nic nie wiem. Były wielkie nadzieje i plany, ale nic z nich nie wynikło. Z jednej strony czuję żal, z drugiej jednak spokój.
Czy ja muszę dostosować się do panujących schematów? chyba nie muszę, mogę być taką jaką jestem, żyć tak jak żyje. Nikomu krzywdy tym nie robię, tyle, że nie wzniosę się na wyżyny. Jednak czy to od tego wszystko zależy?
Czy fakt, że będę miała wykształcenie średnie, a nie wyższe czyni mnie złym i głupim człowiekiem? mimo wszystko nie wydaję mi się. Każdy ma wady i zalety, ja także. Poniosłam porażkę, ale to nie oznacza, że nic nie znaczę jako człowiek. Po prostu wybiorę inną opcję.
Nie muszę być taka jak inni, chociaż to dla ludzi może wydawać się dziwne. Nie raz już się przekonałam, że wiele czynników, które bywają priorytetami w życiu człowieka jest nieistotnych.
Będę robić co innego, może nie będę zarabiała milionów ,może nie będę mieszkała w willi z basenem, ale przynajmniej będę żyła jak będę chciała.


Ten tydzień był dosyć ciężki, odpuściłam ćwiczenia, zajadałam się złymi rzeczami, nie uczyłam się. Od jutra spróbuję się zmobilizować. To jeszcze nie koniec. Trochę czasu zostało.

3majcie się! <3

poniedziałek, 5 maja 2014

A To Feler...

Witam,

No bo po co dać "Dżumę", "Lalkę" czy "Nad Niemnem" skoro można zrobić niespodziankę w postaci "Potopu" i "Wesela"?!
Jedno wielkie poetyce KRÓWKA MAĆ!
Tak bardzo prosiłam tylko nie "Potop" a tu taki psikus.

Widzę jak moje cele się rozpadają.
Widzę mój własny potop.
Wszystko szlag trafił.


***

Kolejna osoba odeszła, nikt się nie spodziewał tego w tej chwili. Ciężki tydzień. Jeszcze chyba to do mnie nie dotarło. Chociaż być może się przyzwyczaiłam, ale czy do śmierci można przywyknąć ?
Rodzina jest od tego aby się wspierać i trwać przy sobie.


Trzymajcie się Robaczki. <3






czwartek, 1 maja 2014

"Sama wiedza nie wystarczy, trzeba ją jeszcze stosować...Chęci nie wystarczą, trzeba działać."

Witam,

Chyba jest dobrze. Tak mi się wydaje. Do końca nigdy pewności nie ma, ale na chwilę obecna jest dobrze.
Czuję się wykończona, ale szczęśliwa. Trening dobry sposób na odreagowanie po ciężkim dniu. Dobra, nie był znowu taki ciężki. Nieważne. Najważniejsze, że czuję się świetnie.

Nadszedł ten niepokojący maj. Nic już na to nie poradzę, jest i już. Nie pozostaje mi nic innego jak zebrać wszystkie siły i walczyć. Meta już tak niedaleko, zaraz za rogiem. Dobrnę i będzie po wszystkim. Udowodnię, że potrafię. Nawet jeżeli to wszystko okaże się porażką to będę miała świadomość, że nie pozostałam bierna.

Ostatnio wpadam na dosyć dziwne, szalone pomysły. W sumie to pewne rzeczy chodzą mi po głowie od jakiegoś czasu. Mianowicie zaczęłam rozmyślać o różnych sytuacjach zagrożenia w codziennym życiu, o agresywnych zachowanych i ludziach, którzy mogą być niebezpieczni. Ogarnął mnie strach. Wiem, że strach ma wielkie oczy i w ogóle, ale poznanie kilku technik samoobrony nikomu by nie zaszkodziło. Postanowiłam, że postaram się zaoszczędzić trochę pieniędzy i zapiszę się na kurs samoobrony.
Jestem niską i drobną osobą, dlatego bez odpowiedniej wiedzy raczej nie potrafiłabym odpowiednio zareagować w sytuacji zagrożenia i myślę, że kurs samoobrony jest dobrym rozwiązaniem.


Żegnam.
Trzymajcie się <3


piątek, 25 kwietnia 2014

*

Witam,

Szczerze mówiąc nie wiem czemu tutaj piszę o tej porze, w ogóle nie powinnam używać komputera teraz. Najrozsądniej byłoby położyć  się spać, bo niestety rano czeka mnie pobudka ( za jakie grzechy?!). Nie wiem jak przeżyje te dwa dni, jestem jakoś negatywnie nastawiona do siedzenia w szkole. Jeszcze po tyle godzin! To będzie katastrofa.

Święta - wrócę do nich na moment. Były pełne lenistwa,jedzenia oraz serialu. Oczywiście z rana w sobotę poleciałam z koszyczkiem, jak co roku. Potem były wielkie przygotowania, gotowanie, krojenie sałatki i inne. Za to niedziela i poniedziałek tak szybko minęły, że w sumie nawet tego nie odczułam ( oprócz faktu, że byłam najedzona ). Mój Lany Poniedziałek był zupełnie suchy, cóż, jakoś na to nie narzekam.

Chyba staje się serialomaniaczką. Przez dwa dni obejrzałam 23 odcinki. Kolejne uzależnienie, nie za dobre, bo nie ograniczyłam kompa,ale i tak to uwielbiam. O jakim serialu mowa? ARROW <3 Pewnie nie każdemu przypadnie do gustu, ale ja lubię seriale tego typu, dużo akcji, dużo bohaterstwa, dobro i zło. Genialne. Jestem już w połowie drugiego sezonu.
Zaraził mnie tym mój piętnastoletni siostrzeniec, na początku byłam na nie, ale po obejrzeniu pierwszego odcinka zakochałam się.

Dziś się przemogłam i zrobiłam "Killera". Nie wiem czego się tak bałam. To jest genialne.

Trzymajcie się <3


wtorek, 15 kwietnia 2014

Nadzieja pomaga iść naprzód, wytrwałość - stać, a odwaga wracać.

Witam,

Zbliżające wolne dni uczniów to najgorsze co może być. Ogłuchnę albo wybuchnę. Serio, a już ból głowy to mam murowany! To wszystko za sprawą mojego siostrzeńca, który aktualnie ma fazę na skype'a i wielogodzinne rozmowy z kolegami. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że on nie rozmawia, a WYDZIERA się. Nie wiem dlaczego, może przez słuchawki wydaje mu się, że za cicho gada, ale bądź co bądź to strasznie drażni.

Już minęło pół miesiąca, ale jak to?
Nie wierzę. Chyba pożegnam się z komputerem na jakiś czas. Tak, to dobry pomysł. Najlepszy.
Nie. Nie dam rady, to nierealne.

Dobry trening z rana nie jest zły. Lubię to. W sumie dobry trening na zakończenie dnia też nie jest zły. Także to lubię. Póki co miałam dzień przerwy w ćwiczeniach, ale to ze względu na szkołę. Nadrobiłam ten dzień.
Siostra mnie ostatnio bardziej zmobilizowała, jakie to miłe. Ta walka ciągle trwa, ale mam nadzieje na jej pozytywne zakończenie, oczywiście dla mnie.
Nie wiem czy wspominałam, ale ograniczyłam słodycze. Naprawdę udało mi się to. Do tej pory uważałam, że to niemożliwe, że ja taki łasuch nie będę zdolna do takiego czynu, a jednak. Co prawda czasem zjem jakąś bułkę czy coś podobnego ( mam słabość do warkoczy z cynamonem <3), ale od 2.04 nie miałam w ustach nic czekoladowego.

Jutro z rana czeka mnie kolejna przeprawa w urzędzie... „Życiorys” napisałam, mam nadzieję, że jutro odnajdę potrzebne papiery. W sumie to byłoby wszystko co mam złożyć, ciekawe do czego jeszcze się przyczepią...

Czekam z niecierpliwością na czerwiec, mam zamiar powrócić do czytania. Na pierwszy ogień pójdzie ukochany Harry Potter, tyle ostatnio się naczytałam o nim, że mam ogromną ochotę na trochę magii.

Zawsze gdy nie są potrzebni to się pojawiają, a jak już przyjdzie co do czego to nie ma ani jednego... kto? Faceci oczywiście.
Jestem zołzą, mimo że nie wyglądam. Jestem, tak po prostu. Powinnam pognać ich wszystkich do diabła, ale po co jeśli można umilić sobie chwile albo dwie...
Jestem zołzą.



Pozdrawiam <3  

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Największa siła tkwi w środku. Chcieć to móc.

Witam,

Początek dnia nie był dla mnie zbyt przyjemny ze względu na wizytę w urzędzie dzielnicy. Oczywiście nic nie załatwiłam, bo niby jakim cudem? Przecież trzeba zszarpać ludziom nerwy durnymi przepisami zmieniającymi się co pięć minut oraz masą beznadziejnych dokumentów.
Mniejsza o to, narzekanie mi tutaj nic nie da, bo tak czy siak będę to musiała załatwić.

Mimo tego porannego incydentu reszta dnia nie była taka najgorsza. Zrobiłam kilka rzeczy, a więc mam mniej pracy. Napisałam jedną pracę do szkoły, drugą zaczęłam, więc nie jest źle. Poza tym w końcu posprzątałam bałagan w szafce z ubraniami, który zapewne lada moment znowu się tam utworzy.

Postanowiłam ograniczyć facebooka( dziś tam byłam już z piętnaście razy...), bo przeczytałam, że zabija szare komórki czy coś w tym stylu. Muszę dbać o moje szare komórki dopóki jeszcze mogę. Ogólnie muszę ograniczyć użytkowanie internetu, komputera co jest cholernie trudne, bo przecież jest tyle rzeczy które trzeba zobaczyć, sprawdzić...

Ćwiczę. Naprawdę ćwiczę. Niedawno zakończyłam „Skalpel” plus kilka innych ćwiczeń. Nawet mam mobilizacje, nadal. Nie mam już żadnych przeszkód, zero słabości. W piątek postaram się ( o ile nie zapomnę) zmierzyć, zważyć a po miesiącu porównam wyniki. Teraz nie mogę tego zrobić, bo akurat trafiły mnie kobiece dni, a podobno w tym czasie ciało jest nieco opuchnięte, a więc wolę poczekać.
Ap ropo ćwiczeń jeszcze to chciałabym Wam polecić stronę Tips For Women (link) – myślę, że autorka robi kawał dobrej roboty ( pewnie większość z Was o niej słyszało).
Jeszcze przy okazji podsyłam Wam 10 minutowy trening na płaski brzuch (link może nie działać, jeżeli tak jest to proponuję wpisać na YT "TrenerkaINFO" i tam znaleźć to ćwiczenie) - jutro zamierzam go zrobić, dziś zabrakło mi czasu.

Tymczasem – czas na wiedzę, a potem film.


Pozdrawiam, trzymajcie się! <3  

czwartek, 3 kwietnia 2014

Kwiecień Plecień

Witam,

Kwiecień. Mamy kwiecień, co pewnie wszyscy już zdążyli zauważyć. Nie tak dawno był luty, a tu już kwiecień.
Nie ukrywam, że to będzie intensywny miesiąc, nawet bardzo intensywny. W planach jest Komunia i masa nauki. Ap ropo Komunii - nie jestem pewna czy pojawię się na niej ze względu na zjazd szkolny. Czas pokaże.
Nie marnuje czasu, znowu nie marnuje czasu. Wielce mnie to cieszy! Coś robię, staram się być cały czas w ruchu, nie stoję w miejscu tak jak jakiś czas temu. To dobrze, nawet bardzo. W końcu życie trzeba przeżyć, a nie przesiedzieć. Humor ostatnio nawet mi dopisuje, co prawda miałam gorszą chwilę,wspomnienia rzuciły się na mnie, ale jakoś wybrnęłam. Cóż, to co było już nie wróci, nie ma co żałować, trzeba iść na przód.

Pokrótce powiem tak : postanowiłam sobie coś. Wymaga to ode mnie ciężkiej pracy, a więc trzymajcie kciuki! Od tego postanowienia a nawet postanowień zależy bardzo wiele w moim życiu.
Oby się udało, zależy mi na tym. Nie chcę przegrać.
Może kiedyś podzielę się z Wami tymi informacjami, ale póki co wolę zachować je dla siebie.


Trzymajcie się <3

piątek, 28 marca 2014

Obserwacje

Witam,


Jadę pociągiem, zwyczajnym, miejskim pociągiem. Przedziały są prawie puste, jest tylko kilkoro ludzi włącznie ze mną. Dwóch mężczyzn rozmawia, grupa młodych ludzi głośno się śmieje, wymieniają się informacjami na temat codzienności, dwa miejsca dalej siedzi kobieta w średnim wieku. Owa kobieta jest wpatrzona w swoje buty, wygląda na nieśmiałą osobę. W pewnym momencie naprzeciw mnie siada chłopak i dziewczyna. Nie wyglądają na zbyt szczęśliwych. Dziewczyna rozmawia przez telefon i płacze. Nie może się uspokoić. Rozmawiają. Nie słyszę ich rozmowy, uciekam wzrokiem, staram się im nie przyglądać, mimo, że to trudne. Wiem, że coś się stało, zerkam na dziewczynę, ma rozmazany makijaż od płaczu, jest smutna. Mam ochotę ją pocieszyć. Spuszczam wzrok, myślę o ludziach. Moja podróż trwa pół godziny, tyle czasu spędzam z obcymi ludźmi, nie znam ich, ale wiem, że każda z tych osób ma swoją historię, swoje problemy, radości, każda gdzieś jedzie... Dla każdej z nich, tak jak dla mnie ta jazda jest krótką chwilą w życiu, nikt nikogo nie zna, a coś nas łączy. Ten pociąg, suma oddechów w jednym miejscu. 
Moja stacja. Wychodzę, zostawiam ich, tych podróżników i zajmuję myśli czymś innym. Nie, jednak nie. Wciąż przed oczami mam obraz zapłakanej dziewczyny, wciąż próbuje wyobrazić sobie to co ją spotkało. Chciałabym jej pomóc, niezależnie czy jej tragedia dotyczyła błahostki czy poważnej sprawy. 
Jaka ja jestem dziwna. 

Taka chwila obserwacji, opisanie tego co wokół. Jedna jazda pociągiem, a tyle można z niej wyciągnąć.
Nie umiem pisać, to słowa jakie przychodziły mi na myśl, gdy tam byłam. Pisałam w smsie, tak po prostu.

Byłam, posiedziałam, wróciłam.
Nie powiem, że było JAK ZWYKLE SUPER, bo skłamałabym. Ja i M. M i Ja. Niby nie wydarzyło się nic takiego, ale było jakoś dziwnie. To chyba z mojego powodu. Popatrzyłam na nasza znajomość z innej perspektywy, nasunęło mi się pytanie - w jaki sposób ta przyjaźń funkcjonuje? jesteśmy tak różne, mamy zupełnie odmienne zdania na bardzo wiele tematów. W sumie to nie mamy w ogóle wspólnych tematów. Jakbyśmy urwały się z innych światów. Zrobiła się między nami przepaść, ona inaczej funkcjonuje w swoim życiu a ja inaczej.Nie jestem matką, nie mam męża, nie mam własnego domu, nie prowadzę trybu "rodzina". Trudniej nam się porozumieć, kiedyś było znacznie łatwiej.

Jutro zjazd, na szczęście niedziela wolna!

NIE MOGĘ SIĘ PODDAĆ !!!(nie zwracajcie na to uwagi, muszę to gdzieś napisać, żeby to zapamiętać )


Pozdrawiam! <3

czwartek, 20 marca 2014

*

Witam,

Mogę uznać dzisiejszy dzień za dobry. Dopadła mnie dziś motywacja, mobilizacja i chęć. Nie zmarnowałam tego dnia, co ostatnio mam w zwyczaju.
Ćwiczenia zaliczone, wiedza poszerzona, cera odświeżona. Uśmiech na stanowisku jest!

Czekam na informacje od koleżanki, prawdopodobnie w sobotę znowu szykuję się wyjście na miasto i przy okazji zapoznanie nowych ludzi, czego mi potrzeba. Po weekendzie wyjeżdżam za miasto, do mojej M.i małego. Znowu spędzimy tydzień razem, lubię to.

Jestem w trakcie poszukiwania mieszkania, razem z przyjaciółką. Mam nadzieję, że już w maju będę "na swoim", szczerze mówiąc - nie mogę się doczekać. Może nie całkiem u siebie, ale grunt, że będę żyła za swoje.

Koniec tego jakże dobrego dnia spędzę na oglądaniu odcinka Supernatural.

Jeszcze jak już jestem przy serialach to wspomnę, że ostatnio włączyłam Pamiętniki Wampirów i niestety nie dotrwałam do końca pierwszego odcinka. Może drugie podejście będzie bardziej udane. Nieco lepiej poszło mi Plotkarą, bo obejrzałam dwa pierwsze odcinki i już miałam rozpocząć trzeci, ale limit się skończył. Cóż, być może do nich wrócę, w końcu udało mi się obejrzeć serial o 440 odcinkach.

Pozdrawiam, 3majcie się! <3

niedziela, 9 marca 2014

*

Witam,


Jest jak jest - nie jest źle.
Co do poprzedniej notki to stwierdziłam, że nie będę zamartwiała się rzeczami na które nie mam wpływu. Prawdy nigdy się nie dowiem, a więc po co w tym siedzieć?

Piękna, wiosenna pogoda wprawia mnie w bardzo miły nastrój. Uśmiecham się i żyję chwilą.
Wczoraj (w końcu!) pojechałam z koleżankami do klubu w mieście. Stwierdziłyśmy, że nie będziemy marnowały Dnia Kobiet i trochę zmienimy atmosferę. Było... dosyć miło. Na dobry początek wypiłyśmy po piwie przed klubem. Dużym plusem był fakt, że wejście było darmowe, zaoszczędziłyśmy dwie dychy. Z początku siedziałyśmy przy stoliku, piłyśmy piwo, gadałyśmy. Potem dziewczyny poszły zapalić, a ja zostałam pilnować stolika i...przeżyłam chwilę grozy! Mianowicie - siedzę spokojnie, rozglądam się ,a tu nagle podchodzi jakiś facet (ok 30lat) i zaczyna do mnie gadać, że ma dar od Boga, że jestem ładna etc. Pouśmiechałam się, pokiwałam głową i na szczęście odszedł. Chwilę potem podchodzi kolejny, dużo starszy i siada obok mnie. Kompletnie pijany, ledwo na oczy widział, ale ciągle się gapił jak zahipnotyzowany... Sparaliżowało mnie totalnie! Szybko zadzwoniłam do dziewczyn, które chwilę potem przyszły i natręt odszedł. Po tej akcji wszędzie chodziłyśmy we trzy.
Trochę pobujałyśmy się na parkiecie, gdzie również było kilka nie miłych akcji, bo kolesie ciągle się wciskali i naskakiwali. Trochę to denerwujące, musiałam dosyć chamsko dawać im do zrozumienia, żeby odczepili się od nas, bo inaczej nie dało rady. Doszło nawet do sytuacji, gdzie jakiś chłopak na chama ciągnął moją koleżankę do tańca i musiałam go siłą odpychać....
Prostactwo totalne.

Do domu przyjechałam samochodem z kolegą tej mojej koleżanki tzn. on mnie podwiózł przy okazji jak odbierał K. Było ok. 3.30 jak dotarłam.

Muszę dziś zabrać się za ćwiczenia, bo z powodu wyjazdu miałam przerwę.
Jeszcze mam do napisania dwie prace do szkoły, tym też postaram się najbliższych dniach zająć.


Trzymajcie się, pozdrawiam! ;*

czwartek, 27 lutego 2014

''Trochę Ciebie weszło we mnie na zawsze jak trująca skaza.''

Witam,

Wczoraj rozpadłam się. Od środka, całkowicie. Towarzyszył temu tępy ból i załzawione oczy. Chyba to do mnie jeszcze nie dotarło.
Prawda. Co jest prawdą? nie wiem, nic nie wiem. Wiem, że fikcja modna, a faceci są łgarzami, oszustami, kłamcami... Ciekawość to pierwszy stopień to piekła. To akurat jest prawdą. Sama sobie zafundowałam to piekło. Mogłam odpuścić, nie szukać, nie kombinować. Jednak ja musiałam, bo przecież nie mogłam się pogodzić z losem. Niepotrzebnie, bo przecież nie chciałam zadać sobie ran kłutych.

Kim jesteś? ile razy zadawałam to pytanie gdzieś w przestrzeń?
Może gdybym wtedy dowiedziała się wszystkiego to bym po prostu odpuściła. Nie, nie zapomniałabym, ale odpuściła.
Teraz nadal jestem w kropce, bo nie wiem kim byłeś, czy sobą czy nim?

Dla mnie na zawsze pozostaniesz Adrianem, bez względu na to czy byłeś to Ty czy ktoś inny.




Trzymajcie się, życie to ściemiara.

sobota, 22 lutego 2014

sukces

Witam,

Dzień się jeszcze co prawda nie skończył, ale myślę, że zalicza się do bardzo udanych. Pomimo tego, że zaspałam do szkoły, bo mój genialny telefon wyłączył się w nocy i w rezultacie budzik nie zadzwonił. Na szczęście, obudziłam się po dziewiątej i dojechałam na jedenastą do szkoły. Czego dowiedziałam się na miejscu? że w sumie to mogę mieć przepisaną ocenę z jeszcze jednego przedmiotu w tym semestrze i właściwie to nie muszę siedzieć do końca zajęć. Jednak stwierdziłam, że jak już wstałam i przyjechałam to posiedzę sobie do końca. Dostałam ataku śmiechu jak słuchałam dyskusji jaka narodziła się w czasie lekcji. Po prostu niektórzy ludzie biorą pewnie rzeczy zbyt poważnie...Moja szkoła nawet na miano szkoły nie zasługuje, bardziej to jest na zasadzie kursów uzupełniających, a pewne osoby zachowują się jakby od skończenia kierunku zależała ich wielka przyszłość, śmieszne. Dość o szkole...

Zrobiłam sobie mały ( ok 10 km) spacer po szkole, w kierunku centrum handlowego z K. Trochę się zadyszałyśmy, ale co tam. Stwierdziłyśmy, że wybierzemy się gdzieś razem na majówkę. Bardzo fajnie by było, zwłaszcza, że od kilku tygodni wybieramy się do klubu i nie możemy tam dotrzeć... Jednak do maja jeszcze kilkanaście tygodni - wszystko okaże się w "praniu".
W centrum handlowym zakupiłam ładną koszulę za 39 zł z groszami i to na dziale dziecięcym ( duże te dzieci w tym kraju...)

Zrobiłam to! Naprawdę! Co z tego, że zajęło mi to trochę dłużej, ale nie poddałam się. Udało się. W końcu się zmobilizowałam i zrobiłam cały SKALPEL z Ewą Chodakowską!
W sumie to od kilku ni ćwiczę trochę. Robię 6minutówki Ewy, damskie pompki i ćwiczenia na brzuch Mel B.
Już wyczuwam jutrzejsze zakwasy.

To moje ostatnie zdobycze :

mata do ćwiczeń - Rossman
 
kolczyki - Rossman

 
lakier i odżywka - Rossman

 
dzisiaj kupiona koszula ( w rzeczywistości jest bardziej turkusowa) - H&M
 
a tu miało być moje zdjęcie, ale nie chciało się wczytać...
 
 

Kupiłam kostium i czepek! Jeszcze klapki i w poniedziałek ( mam taką nadzieję) ruszam na basen!

A teraz... idę poczytać trochę ważnych informacji. Obym jutro nie zaspała.





3majcie się Robaczki <3

sobota, 15 lutego 2014

"Ile Cię trzeba dotknąć razy żeby się człowiek poparzył?"

Witam,


Po pierwsze chciałam zaznaczyć, że jestem dumna z faktu iż Polacy w Soczi zdobyli cztery złote medale! Fakt, że nie śledzę tych igrzysk, ale informacje dostarcza mi facebook.
Mam nadzieję, że to nie koniec osiągnięć polskich sportowców.


Ogółem to przez ostatnie dni byłam trochę osłabiona z powodu przeziębienia, ale już się wyleczyłam. Teraz to nastał taki czas, że każdy chory. Dziś moja siostra wróciła z pracy osłabiona. Cóż, w końcu zima tzn. wiosna w sumie.

Wiecie co? dziś stwierdziłam, że czasami lepiej jest nie wiedzieć pewnych rzeczy. Tak po prostu trwać w nieświadomości o niektórych sprawach, opiniach innych. Często oszczędziło by to wielu przykrych emocji.
Niestety, dowiedziałam się kilku informacji, które trochę mnie przytłoczyły.
Pierwszą sprawą jest fakt, że pewien koleś z  którym kiedyś kręciłam zostanie ojcem. Niby nic mnie to nie obchodzi, życzę mu szczęścia, ale coś mnie zakuło w środku, gdy dowiedziałam się o tym. Stare sentymenty, a jednak zabolało.
Druga rzecz to fakt, że ponownie zawiodłam się na bliskich. Rozumiem, że nie zawsze układa się idealnie, nie raz zostaje jakiś żal czy coś ale żeby tak obgadywać i kłamać ? Jaka ja byłam głupia, jak zawsze dałam się wykorzystać... Teraz jest mi przykro, bo nie uważam, że zasługuje na takie słowa, zwłaszcza z ust własnego brata.

Pozdrawiam, 3majcie się! <3

niedziela, 9 lutego 2014

*

Witam,

O ćwiczeniach, zdrowym odżywianiu i innych tego typu nic nie wspominam. Weekend pod tym względem był nie najlepszy.

Przechodząc do następnego tematu - szkoła bywa bardzo ( nie, nie bardzo a cholernie) irytująca ! Może nie sama szkoła a Ci co ją "tworzą". Chociaż zapewne to słuchacze są głupi, bo przecież jak na stronie szkoły pisze pogrubionym pismem "ostateczne plany zajęć będą ok 20 " to każdy powinien wiedzieć, że "ok 20"oznacza godziny między 20 a 24... Już wyjaśniam o co konkretnie chodzi. Sytuacja wygląda tak : w piątek ok  godz. 22!(bo akurat tak jakoś wyszło) odczytałam mój plan zajęć na zjazd 8-9.02 na którym wyraźnie było: sobota BEZ ZAJĘĆ a niedziela z zajęciami do 16.30. Zadowolona z wolnego dnia położyłam się spać, nie myśląc o szkole... Ok. 1 w nocy dzwonił mi telefon, który przez sen zignorowałam, kolejny telefon od tej samej osoby ok 6.30 ( również zignorowałam), był to mój kolega z grupy ( pomyślałam o co mu biega i zignorowałam sprawę). Sobota na luzie, komputer, herbatki, ciasto etc. Ok 14 wchodzę na stronę szkoły, w zakładki plany zajęć i co widzę?!?! GRUPA 2 XX zajęcia od 8 do 12.40 w SOBOTĘ ... Nawet sobie nie wyobrażacie jaka byłam wściekła i zdziwiona tą informacją. Po konsultacji z kolegą od nocnych i porannych połączeń dowiedziałam się, że ok 23-1 plan uległ zmianie! Od razu wykręciłam numer do sekretariatu szkoły aby im posłać kilka miłych słówek, ale oczywiście nikt nie odbierał...
Takim oto pięknym sposobem opuściłam jeden dzień, dziś już normalnie pojechałam. Było pięć osób,  dwie dziewczyny i trzech facetów. Ogólnie spędziłam dwie miłe godziny na rozmowach z ową grupą i panią P. Potem byłą etyka z której poszłam z K. , bo jesteśmy zwolnione.

Taki oto cudowny weekend miałam. Tzn. pominęłam cały raban związany z imieninami siostry (których ponoć nie wyprawiała, goście sami się wprosili ^^), poszukiwaniem przystanku czy innymi rzeczami. Nie będę tutaj Was zanudzać.

Jutro idę do fryzjera, bo jestem zrozpaczona stanem mojej obecnie układającej się fryzury!

Być może jutro pojadę po kostium i wykupię karnet na basen.


3majcie się <3

wtorek, 4 lutego 2014

*

Witam,

Nie wierze, że znowu to tu napisze, ale BIORE SIĘ ZA SIEBIE!
Luty, marzec,  kwiecień, maj, czerwiec, lipiec - sześć miesięcy, tyle czasu, tyle planów - pora zrobić kilka kroków naprzód.
Obym tym razem wytrwała. Ostatnim razem nieźle mi szło, gdyby nie komplikacje w życiu prywatnym pewnie dalej bym ćwiczyła. Przerwa przerwą - trzeba się ogarnąć !

Ewa Chodakowska <3

Jednak teraz książeczka w ręce, pamięć też należy ćwiczyć !


W weekend pierwszy zjazd w drugim semestrze, znowu będę miała zajęte kilka h w weekendy, ale to i dobrze - nie lubię weekendów, zwłaszcza niedziel.
Co prawda trochę nuży mnie ta "nauka", ale trzeba poszerzać wiedzę.


Pozdrawiam <3

poniedziałek, 20 stycznia 2014

*

Witam,

Przydałoby się coś napisać w 2014 r.
Sylwestra spędziłam bardzo pozytywnie, chociaż powrót był tragiczny, chyba nigdy tak nie cierpiałam przez buty. Cała reszta całkiem w porządku.

Teraz można powiedzieć, że mam tak jakby trochę ferie, bo zaliczyłam wszystko ( czytaj: dwa przedmioty ) co miałam do zaliczenia na bardzo dobry i do lutego mam z głowy.

W moich różnych postanowieniach staram się być wytrwała i realizuje je codziennie, jak będą dobre efekty to napiszę o co dokładnie chodzi. Wierzę, że wszystko się uda.
Muszę w najbliższym czasie, być może nawet jutro wybrać się na dworzec i ogarnąć wyjazd wakacyjny. Mam nadzieje, że z niczym nie będzie problemów. Jak wszystko już załatwię to pozostanie mi tylko czekanie do daty wyjazdu.

Jednak przed tymi pięknymi (mam nadzieje) wakacjami czeka mnie szereg zadań do wykonania, dlatego właśnie kończę to pisanie i zabieram się do pracy ( tak, tak noc to piękna pora na przyswajanie różnych informacji ) !


Pozdrawiam,3 majcie się ! <3

***

 Witam,  Sto lat mnie tutaj nie było. Ok, może ciut przesadzam - zaledwie rok. Blog zarósł , zrobiło się tutaj tylko cmentarzysko wspomnień....