środa, 29 lipca 2015

*

Witam,


Jak widać nie zapomniałam o blogu i o Was. Trochę mnie nie było, ale dwie notki w miesiącu to i tak cud. Wiecie, ja jeszcze nie do końca czuję potrzebę pisania. Nie wiem, może ta pora roku tak działa czy coś...

Jednak... co u mnie...

Weekend był dosyć chaotyczny. Nie był zły, w końcu spontany są najlepsze. Trochę posiedziałam z ludźmi. Niestety w sobotę rano moje samopoczucie nie było najlepsze, ale czego się spodziewać po trzech godzinach snu? tak to jest gdy się wraca o 6 rano do domu. Reszta tego dnia była nieco lepsza, przyczyniła się do tego pewna ilość alkoholu którą w siebie wlałam.O dziwo nie czułam się źle. Pewnie wszystko przez ten spontaniczny pięciokilometrowy spacer. Tak, odbyłam taki spacer,bo okazało się,że autobus zmienił trasę i nie da się dojechać do planowanego miejsca spoczynku. W sumie było nawet zabawnie. Oczywiście nie znałam trasy,ale jak się pytałam reszty 'podróżników' czy daleko jeszcze to w sumie ciągle dostawałam odpowiedź "już połowa za nami..." także tego. Ta połowa drogi to się ciągnęła jakiś czas... Jednak nie narzekam. Szkoda tylko, że gdy już dotarliśmy do celu to spędziliśmy tam jakieś 10 minut racząc się napojem bogów i musieliśmy wracać bo zbierało się na burzę i wichurę. Ciąg dalszy soboty zaowocował domówką trwającą dla mnie do 4.30... Niedziela na tzw. luzie. W sumie mało mogę o niej napisać bo, gdy goście wyszli ( impreza przeniosła się  do mnie) to poszłam spać, wstałam późnym wieczorem , wzięłam kąpiel i dalej poszłam spac. Był to dzień i d e a l n y.

Pierwsze dwa dni tygodnia były ciekawe. Na dobry początek - domowa pizza na obiad zrobiona przez dobrego kolegę. Faceci zdecydowanie lepiej wyglądają w kuchni niż kobiety! Na gorszy koniec - nieudana wycieczka rowerowa, ale przy tym kupa śmiechu. Nie ma to jak przebić 'oponę' od roweru i prowadzić go przez 2 km.Tylko mnie mogło to spotkać.
Jeśli chodzi o wtorek - miałam wyjść na dziesięć minut, a zrobiło się z tego dwie godziny oglądania jak to panowie kopią piłkę. Tak sobie zleciał dzień.

Dziś... - akurat ten dzień nie powinien się nawet zacząć. Niskie ciśnienie, ból głowy, senność i dziwny stres niczym. Nie był to mój dobry dzień. Ale co się dziwić. Przecież wszędzie musi być równowaga zachowana.

Obym miała jutro co robić w pracy, bo ta bezczynność mnie trochę męczy.


3majcie się!

5 komentarzy:

  1. Nieźle imprezujesz kochana! Widać, że się nie nudzisz, no ale musisz też troszkę o siebie zadbać :) Imprezy do późna odbijają się później na naszym zdrowiu ;) W każdym razie fajnie spędzasz wolny czas! Nie ma to jak spacerki i wycieczki rowerowe :) A tak to już jest, że jak ma się dużo wolnego czasu, to nie ma się jak zabrać za pisanie, bo się po prostu nie chce :D Skąd ja to znam :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejuuu... pospacerowałabym tyle kilometrów. Szkoda, że pogoda pokrzyżowała Wam szyki. Bo faceci w ogóle są lepszymi kucharzami :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Weekend może i chaotyczny, ale za to pełen wrażeń, z resztą tak samo jak reszta dni. Imprezy...czasem sobie fajnie na nie pójść. Przynajmniej coś się dzieje.
    W to,ze faceci są dobrymi kucharzami nigdy nie wątpiłam. Może dlatego,że mój brat lepiej gotuje ode mnie i się lubi śmiać z tego jak ja to robię.

    OdpowiedzUsuń
  4. uwielbiam jak facet gotuje! ;)

    OdpowiedzUsuń

***

 Witam,  Sto lat mnie tutaj nie było. Ok, może ciut przesadzam - zaledwie rok. Blog zarósł , zrobiło się tutaj tylko cmentarzysko wspomnień....