wtorek, 19 czerwca 2012

I chociaż dużo się stało to.. "nic się nie stało" :)

Witam,
Hmm.. już wtorek?Kolejny tydzień leci. Ostatnio czas mi leci jak głupi i powoli się nie odnajduję. Dopiero co był początek czerwca, a już prawie miesiąc minął.
Oczywiście ostatnio towarzyszyły mi wielkie emocje związane z meczami Polskiej Reprezentacji, która niestety nie wyszła z grupy, ale moim zdaniem chłopaki dzielnie walczyli i za to im się należy szacunek. Ogromna szkoda, że przez ten jeden gol stało się co się stało, ale nawet w takim żalu powinniśmy wszyscy zaśpiewać "Polacy nic się nie stało" .

W sobotę byłam z moim M. i jego rodziną na pizzy. Nie powiem, spotkało mnie duże zaskoczenie, było naprawdę miło i sympatycznie. Dużo śmiechu i radości nam towarzyszyło choćby z powodu iż mojego M. przejechałby z trzy razy rowerzysta. Umówiliśmy się, że we czwórkę pojedziemy któregoś dnia na Twierdza Modlin pochodzić. Wydaje mi się, że to ciekawy pomysł. Hm, będę musiała w najbliższym czasie kupić jakieś dobre buty, bo nie posiadam żadnych dobrych do chodzenia.
W czasie powrotu do domu poczułam się po prostu maksymalnie zażenowana zachowanie polskich "kibiców", którzy wybierali się do Wrocławia na mecz. Normalnie nie mogłam uwierzyć jak można być tak głupim i ograniczonym, zero dobrego zachowania, kultury. Na peronie stały dwie czy trzy grupki ludzi ubranych w barwy narodowe z dosyć dużym zaopatrzeniem wyrobów alkoholowych, którzy przeklinali oraz krzyczeli różne nie koniecznie miłe komentarze w kierunku Czech. To było po prostu żenujące! Myślę, że chłopaki z Polskiej Reprezentacji nie na takich kibiców liczyli. W pociągach było to samo, wielu już podchmielonych ludzi nic sobą konkretnego nie reprezentujących.

Jak wróciłam do domu to oczywiście tylko wyczekiwałam na mecz, który z początku miałam oglądać sama, ale potem ogarnęłam się i poszłam do brata, żeby oglądać wspólnie  z całą rodziną. Oczywiście też było dużo krzyków, nerwów i w ogóle. Jak wracaliśmy to śpiewaliśmy wspólnie  z innymi ludźmi z osiedla "Polacy nic się nie stało" . Atmosfera ogólnie była straszna, nie to co przy pierwszym i drugim meczu. Tutaj było więcej ciszy i głuchej rozpaczy.

Co do niedzieli... rodzinne spotkanie u brata na ogrodzie. Dużo zabawy, śmiechu i wody! Mój mądry brat wpadł na genialny pomysł wrzucania wszystkich do basenu, co niestety mu się udało. W związku z tą zabawą wszyscy byliśmy mokrzy od stóp do głów, a bratowa nie nadążała nowych ubrań przynosić. Na szczęście wszyscy mieszkamy dosyć blisko, więc mogliśmy wracać w jakichkolwiek ubraniach.

Wczoraj za to na piękny początek tygodnia - test zawodowy teoretyczny. Wyszłam już po niecałej godzinie, chociaż obstawiałam, że zajmie mi to 30 minut, haha. Malowanie kratek mi zajmowało czas, ogólnie byłam tam, bo musiałam. Potem wspólnie z M. i koleżankami poszłam na piwo do parku i potem pojechałam do domu. Z powodu upału nie miałam na nic siły i nigdzie już nie wychodziłam.
Jutro część praktyczna testu zawodowego trwająca 4 h! Ja tam wyjdę po godzinie max :D

Dobra, mogę powiedzieć, że zaakceptowałam blogspot.

2 komentarze:

  1. Dobrze, że akceptowałaś blogspota :)

    Fajnie tak wypaśc z rodzinką swojego na pizze ;) Ja bym w ogóle to pizze zjadła ;d Ostatnio mam takie smaki .. ;D
    No grill u brata to też fajna sprawa. Lubię spędzać czas z rodzinką :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hihi, no do wszystkiego można się przyzwyczaić, do blogspota też :)

    Ach, nic mi nie przypominaj o meczu, bo niektórzy ludzie jeszcze cały czas go rozpamiętują. I prawdopodobnie będą rozpamiętywać przez najbliższy czas, takie życie. Czasu nie cofniemy.

    A co do tych pseudo "kibiców" to chyba w każdej części Polski się tacy znaleźli. I masz rację, zachowanie na poziomie zerówki.

    Jezu, a ten test zawodowy to na pewno ciężki! Ja się obawiam swojego...

    Miłego weekendu!! :*

    OdpowiedzUsuń

***

 Witam,  Sto lat mnie tutaj nie było. Ok, może ciut przesadzam - zaledwie rok. Blog zarósł , zrobiło się tutaj tylko cmentarzysko wspomnień....